10 miesięcy tacierzyństwa – totalna (r)ewolucja

Staś ma już prawie 10 miesięcy. Nie mam pojęcia, kiedy to zleciało, serio. Od 10 miesięcy śpię inaczej, myślę inaczej i mam kompletnie poprzestawiane priorytety w życiu. Przez te 10 miesięcy wykańczaliśmy nowe mieszkanie (kompletnie zasypując je rzeczami Stasia i dla Stasia), zmieniliśmy jeden samochód, byliśmy w Paryżu, na road tripie po pięciu krajach, na nartach w Beskidach i tysiąc razy na weekend u dziadków.

Przez te 10 miesięcy zdążyłem założyć tego bloga, przenieść go z Blogspota na WordPress, założyć konto na Insta i wrzucić ponad 50 zdjęć, założyć blogowego fanpage’a na fejsie i kompletnie go olać, bo tak szczerze,to zupełnie nie mam na niego pomysłu…

Przez 10 miesięcy byliśmy z Mają półanonimowymi bohaterami strasznie kiepskiego reportażu na Onecie o małżeństwach z Tindera, ja napisałem felieton o bliskości do kwartalnika parentingowego, który został fajnie przyjęty w redakcji, może kiedyś się ukaże (podobno w październiku!).

Odkryłem grupy i fora matkowe i ojcowe. Uciekłem stamtąd, zanim zdążyłem cokolwiek napisać. Sorry, ale mam trochę inne spojrzenie na ojcostwo, niż ludzie, którzy tam siedzą.

Przez 10 miesięcy nauczyłem się przewijać, usypiać, karmić bez rozmazywania jedzenia wszędzie wokół (serio, umiem to!), nosić, bujać, tulić, szukać smoczka (czasami z powodzeniem!), zapinać dziecko w foteliku, a fotelik w samochodzie, wiem wszystko o pieluszkach, mleku modyfikowanym, oliwkach, biegunce wirusowej, bilirubinie, ząbkowaniu, skokach rozwojowych, 14 różnych znaczeniach bababababa w zależności od intonacji. Spotify sugeruje mi już wyłącznie playlisty z dźwiękiem morskich fal i wodospadów. No, czasami e-booki dla dzieci.

Zacząłem wolniej jeździć samochodem (nieważne, czy ze Staniem w środku, czy bez). Zainteresowałem się stopami procentowymi, lokatami, ubezpieczeniem na życie i na wypadek niezdolności do pracy. Założyliśmy Stasiowi konto oszczędnościowe.

A propos hajsu – doszedłem do wniosku, że nie ma już niczego, co chciałbym sobie kupić dla poprawienia nastroju, albo z czystej chęci posiadania. Odkładanie pieniędzy dla Stasia sprawia mi milion razy większą radochę, niż ich wydawanie.

Nie uciekł nam żaden kot!

Od 10 miesięcy nie byłem z kumplami na browarze (w zasadzie z kumplami „widzę się” już tylko przez internet). W barze byłem kilka razy, ale to tylko na wyjazdach służbowych. Po pracy do domu wracam, jak przyciągany przez wielki magnes, a najlepiej odpoczywam leżąc na macie u Stasia w pokoju i opowiadając mu o rzeczach, których na razie i tak nie czai.

Dbam o siebie, jak jasna cholera. CrossFit pięć razy w tygodniu, cukier ograniczyłem do minimum, mięsa nie tykam, ryby jem dwa razy dziennie. Jest mi z tym fantastycznie, przychodzi mi to naprawdę zaskakująco naturalnie. Moje wnuki będą mieć super dziadka, który będzie z nimi szalał na nartach, rowerze i basenie.

Byłem w kinie dwa razy, obydwa w ciągu ostatniego miesiąca. Żyjemy jak w dżungli, bez telewizora i bez broadbandu, więc przeczytałem mega dużo książek (żadnej poradnikowej o dzieciach, ale dwie o dzieciach po prostu) i nie zmarnowałem tysiąca godzin na oglądaniu re-runów HIMYM, albo Friendsów na Comedy Central.

Byliśmy na kolacji/lunchu we dwójkę jakieś pięć razy; przed Stasiem to była nasza średnia z dwóch tygodni. Jak się nie ma dziadków pod ręką, to podobno jest i tak niezły wynik. Po dwóch latach małżeństwa mam ochotę na kolejne pięćdziesiąt i jeszcze trochę dzieci. Prototyp wyszedł nam całkiem całkiem…

Uczę się ogarniać nas w trudniejszych chwilach. Nie obrażać się za jakieś głupoty. Nie stawiać się na pierwszym miejscu. Oduczyć się postaw roszczeniowych. Czerpać inspirację i spokój z tego, że to już jest na zawsze.

Maja za moment wraca do pracy. Może i powinienem być tym przerażony, ale ja jestem mega dumny. Znaleźliśmy nianię, i to za drugim podejściem. Mam przeczucie, że to na dłużej i że ten układ zadziała.

Przeszliśmy przez wszystkie fazy doła i euforii związanej z cyklem spania (a raczej niespania) Stasia – „ojej, jak on ładnie śpi”, „spał trzy godziny, ale super”, „spał tylko trzy godziny, zaraz zwariuję”, „zasnął w swoim łóżeczku, teraz już na pewno będzie tam spał co noc”, „nie zasypia nawet, jak go noszę”, „dlaczego on jeszcze śpi?!”, „dlaczego on już nie śpi?!”. Wszystko było. A przede mną jeszcze więcej.

Jestem tatą! Ale super.

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie.

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany!

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.