Nie mamy w domu telewizora! ZWARIOWALIŚMY?!

Kiedy w październiku zeszłego roku wyprowadzaliśmy się z naszego ukochanego mieszkania na Bemowie, a wprowadzaliśmy się do znacznie większego pod Warszawą, podjęliśmy decyzję, że telewizor z nami nie jedzie. Maja była wtedy w dziewiątym miesiącu ciąży, a na nowym osiedlu nie było jeszcze możliwości podłączenia kablówki. Przez kilka dni zastanawiałem się, czy na pewno potrzebuję telewizora do szczęścia, i tak włączałem do tylko rano szykując się do wyjścia do pracy, kiedy Maja jeszcze spała, a wieczorami służył nam wyłącznie jako większy ekran do oglądania seriali na Netflixie. Czytaj dalej

Na co wyrzuciliśmy pieniądze, czyli rzeczy dla dziecka, bez których nie zawali się wam świat

Jeżeli twoja dziewczyna jest w ciąży, to jest duża szansa na to, że już tworzy listy rzeczy, które jej zdaniem (czyli zdaniem koleżanek, które już urodziły i internetu) są „niezbędne” i „koniecznie” musicie je mieć. Też tam byłem…😀 Jednak po jakimś czas okazuje się, że większość rzeczy nawet nie zalicza swojego unboxingu. Czytaj dalej

Rodzicielstwo bliskości – część PIERWSZA. Współspanie (łóżko rodzinne) – jak to jest u nas?

Rodzicielstwo bliskości (RB) to bardzo popularna u nas (albo być może tylko u nas blogerów…), ale też do pewnego stopnia kontrowersyjna filozofia rodzicielstwa. Nie chcę słowem „filozofia” nikogo przestraszyć, bo jest to raczej mniej lub bardziej luźny zbiór rekomendacji i zaleceń sprowadzający się, jak to pięknie określiła moja żona, do traktowania dziecka w taki sam sposób, w jaki my sami chcielibyśmy być traktowani. Czytaj dalej

Co to jest ten CrossFit, czyli wcale nie mam tylu lat, ile mam :-)

Jeżeli przeczytałeś stronę O MNIE, albo chociaż bio na głównej, to pewnie już wiesz, że oprócz bycia tatą i dyrektorem w pewnej fundacji jestem również zajęty wyskakiwaniem na CrossFit 🙂 CrossFit to stosunkowo nowa dyscyplina sportu, wymyślona zaledwie kilkanaście lat temu przez Grega Glassmana w, naturalnie, USA, a obecnie światowy brand „owned by Reebok”. Czytaj dalej

Bycie tatą to również popełnianie błędów, ale wcale nie powinieneś się tym przejmować

Mam ostatnio wenę do dwuznacznych tytułów… Chociaż ostatnio nadrabiamy, to może to jeszcze pozostałość po braku snu przez pierwsze ząbkowanie Stasia. Jadąc dzisiaj do pracy (no dobra… na CrossFit) myślałem o pewnej zasadzie, którą przez długie miesiące starał mi się wpoić pewien mądry człowiek – don’t make the perfect the enemy of the good. Lepsze wrogiem dobrego. Czytaj dalej

Wakacje już za trzy tygodnie!

Hej! Dzisiaj krótki wpis – właśnie uświadomiłem sobie, że za trzy tygodnie wyruszamy na pierwsze prawdziwe i długie wakacje ze Stasiem! Wracamy do jednego z naszych ulubionych miejsc – Piran/Portoroż, czyli taki mały kawałek Słowenii z dostępem do Morza Adriatyckiego, które jest tam super czyste i mega przejrzyste. A do tego wrócimy do jednej z moich ulubionych wakacyjnych rozrywek z poprzedniego naszego wyjazdu tam, czyli śniadanie na Słowenii, obiad w Chorwacji i kolacja we Włoszech! Serio, zarówno do pierwszej niezłej restauracji w Chorwacji, jak i do Triestu we Włoszech mamy 30 minut jazdy. Zdjęcie na górze jest akurat z jednodniowego wypadu ze Słowenii do Triestu – było rewelacyjnie, bardzo się cieszę, że tam wracamy! Czytaj dalej

Trzy rzeczy, za które Ona na pewno będzie mieć do Ciebie pretensje

Na początek mały disclaimer – to nie jest wpis o tym, jakie dziewczyny-matki są złe i jak bardzo narzekają na cały świat, a najbardziej na swoich facetów. Tytuł jest lekko prowokacyjny, a ja chcę zwrócić uwagę na to, jak moim zdaniem dziewczyny widzą naszą rolę w rodzicielstwie, przynajmniej na pierwszym etapie. Pierwsze dziecko pojawiające się w związku to dla tego związku ogromny szok, z czasem macie szansę zrozumieć, że jest to szok pozytywny, a wzajemne postrzeganie się przez was bardzo się zmieni. Dzieje się zbyt wiele, żeby ona zawracała sobie głowę proszeniem was o coś i tłumaczeniem, dlaczego tak trzeba. A do tego jest zmęczona, niewyspana i nie zdążyła jeszcze odpocząć po porodzie, chociaż minęły już dwa miesiące (serio, bez żadnej ironii!). W związku z czym łatwo od razu wskakuje się jej na poziom komunikacji pt. pretensje. Czytaj dalej

Trzy rzeczy, które zmieniły się w moim życiu, odkąd mam syna

Spędzam ostatnio trochę czasu na forach dla ojców, głównie anglojęzycznych – dla lekkiej odmiany 😀 – i najpopularniejszym pierwszym pytaniem kolesi, którzy właśnie dowiedzieli się, że będą ojcami, jest: czy to prawda, że dziecko zmienia wszystko? Oczywiście w pięciuset wariantach; niektórzy mają wystarczająco dużo odwagi, żeby zapytać wprost, a niektórzy kamuflują to pytanie zagajając o jedną rzecz, na której najwidoczniej najbardziej im zależy (wszystkie autentyki): „czy ona pozwoli mi dalej grać na PlayStation?”, „yyy, mam sprzedać motor?!”, albo – moje ulubione – „JAK TO mam sprzedać mojego kochanego SLK i kupić Seata Alhambrę?”😅 Czytaj dalej

Dlaczego chciałbym adoptować dziecko pomimo tego, że nie muszę?

Rozmawialiśmy ostatnio z Mają o adopcji. Tym razem nie o kociej (mamy dwa przygarnięte koty), a o realnej możliwości wychowywania przez nas czyjegoś niechcianego dziecka. Przez tę rozmowę zacząłem się zastanawiać, czy z męskiego punktu widzenia pokochanie adoptowanego dziecka może być tak samo proste, jak swojego. My, mężczyźni, skupiamy się chyba bardziej na fenomenie pt. „to nasze geny!” – podczas szkoły rodzenia mówiono nam, że faceci kochają dziecko za to, jakie będzie (to chyba ma sens, ja sześciomiesięcznemu Stasiowi najchętniej kupiłbym już narty i buty na CrossFit, a mój tata ostatnio stwierdził, że powoli czas na kupno roweru 😀), a dziewczyny – wiadomo – dla nich liczy się wychowywanie bezbronnej istoty, którą kochają taką, jaka jest tu i teraz. Czy przez to już na starcie mamy pod górkę? Co skłoniłoby mnie do adopcji, chociaż możemy mieć, i mamy, własne dzieci? Czytaj dalej