Dokąd nie warto pojechać z małym dzieckiem: Paryż (i dokąd warto: Grecja)

Długo zastanawialiśmy się nad destynacją naszej pierwszej podróży samolotem ze Stasiem. To, że taka podróż szybko nastąpi, było raczej bezdyskusyjne, oboje z Maja uwielbiamy podróżować, a moja praca to przez część roku głównie lotniska i hotele. Ograniczeni długością lotu (wiadomo, dwie godziny ewentualnego krzyku łatwiej znieść, niż sześć godzin) braliśmy pod uwagę kilka wariantów, z których dwa najbardziej poważnie:

GRECJA – Ateny, Saronida i Elafonisos

Byliśmy tam na naszych ostatnich wakacjach przed urodzeniem Stasia – równo rok temu. Podróżujemy najczęściej w wariancie „przylot-samochód-AirBnb„. Siedzenie przez tydzień, nie mówiąc już o dwóch, w jakimś jednym miejscu w opcji All Inclusive to byłaby dla nas tortura, a nie wypoczynek. W zeszłym roku byliśmy kilka dni pod Atenami – w miejscowości Saronida, która z góry wygląda tak:

By Grzegorz Wysocki – Praca własna, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6821144

Apartament znaleziony na AirBnB, w którym zatrzymaliśmy się na początku pobytu miał kilka zalet – był nowy, duży (3 pokoje i wielki taras), parking pod budynkiem, ale największa wyglądała tak 😉:

Do Saronidy dojechaliśmy krótko przed północą, do dziś pamiętam, jaką super niespodziankę miałem rano wychodząc na taras i zdając sobie sprawę, na co będziemy patrzeć przez najbliższe kilka dni. Chętnie wrzuciłbym link do listingu tego mieszkania, ale od kilku miesięcy jest już niedostępne 😞

Następnego dnia wsiedliśmy do naszej wypożyczonej Toyoty z przebiegiem 8km, którą odebraliśmy na lotnisku i pojechaliśmy prawie 400km na południe na małą wyspę Elafonisos. O tym wyjeździe zrobię osobny wpis, bo to naprawdę sztos miejsce na wypad w ciąży/z małym dzieckiem, więc poniższe zdjęcia wrzucam jako zajawkę. Pierwsze to widok z balkonu naszego pokoju w rewelacyjnym mikro-hotelu Berduossis, a pozostałe dwa to jedna z dwóch największych plaż na tej wyspie zamieszkałej przez 700 osób 😊. Generalnie tylko pierwszy dzień pobytu był lekko pochmurny, a przez cały pobyt (środek maja 2017) tłumy na plaży były codziennie dokładnie takie, jak na zdjęciu. Mieliśmy całą ogromna plażę w zasadzie tylko dla siebie przez cały tydzień.

Chociaż byliśmy tam przed pojawieniem się Stasia, to biorąc pod uwagę równe drogi na całej wyspie, niezłe warunki w hotelu i super czyste i totalnie puste plaże, mogłoby mu się tam spodobać 😊 W tym roku głównymi argumentami przeciwko Elafonisos i wyjazdowi do Grecji były: dłuższy o godzinę lot i konieczność sześciogodzinnej podróży samochodem w dwie strony (lotnisko w Atenach – Elafonisos).

Tak więc wybraliśmy…

PARYŻ!

Maja twierdzi, że za urodzenie mi Stasia obiecałem jej wycieczkę do Paryża 😉 Do końca sobie tego nie przypominam, ale Staś jest tak super, że brzmi to całkiem jak dobry deal, w który mogłem wejść 😉

Bardzo chcieliśmy, żeby Staś dobrze znosił podróże samolotem. Zależało nam na tym dlatego, że pokazywanie dziecku świata oboje uważamy za integralną część jego wychowania. Poza tym okazji do podróżowania mamy sporo, a nie wyobrażam sobie, żeby miało go cokolwiek ominąć. Paryż brzmiał jak dobre miejsce na pierwszą podróż z czteromiesięcznym dzieckiem – niezbyt długi lot, milion hoteli do wyboru, w miarę płasko. Na miejscu okazało się, że jednak nie jest tak różowo… Ale po kolei.

Lot – jak już wspomniałem, latam sporo. Dzięki temu mam dość dobry obraz tego, co oferują różne linie lotnicze, głównie w Europie. Osobiście, mam ogromny szacunek do LOTu, nawet pomimo ostatnich zawirowań w spółce i protestów pracowników. Nawet swoje pierwsze mieszkanie kupiłem od kapitana LOT 😉. Przede wszystkim wrażenie zawsze robią na mnie stewardessy – są zawsze przesympatyczne, więc nie miałem wątpliwości, że odpowiednio pomogą nam ze Stasiem na pokładzie. Bilety kupiliśmy z kilkutygodniowym wyprzedzeniem w najtańszej dostępnej klasie bookingowej – Economy Saver. Lecieliśmy na pięć dni, do tego wczesna wiosną, więc stwierdziliśmy, że spokojnie zapakujemy się do dwóch małych walizek, które nam przysługiwały. Do tego Staś, lecący jako lap infant, czyli bez swojego fotela, mógł zabrać swój wózek. Trochę zajęło mi potwierdzenie na lotnisku przy poprzednich wylotach, że wielki wózek z gondolą (czyli dwuczęściowy) jest okay, ale ostatecznie z powodzeniem. Pasażerowie z małymi dziećmi i wózkami odprawiają się w Warszawie w wydzielonym stanowisku, i tu kolejny tip -taka odprawa trwa około piętnastu-dwudziestu minut bez kolejki. Obsługa okleja wózek milionem naklejek, wsadzamy do niego z powrotem dziecko i przed nami kolejny etap – kontrola bezpieczeństwa. Podchodzimy bez kolejki, ale tu znów – wózek trzeba rozłożyć, złożyć, prześwietlić, dziecko wziąć na ręce, przejść przez bramkę… Kolejne dwadzieścia minut 😔. Jeżeli to Twoja pierwsza podróż dzieckiem, to zapomnij o wariancie przyjedziemy na lotnisko godzinę przed wylotem. Może być ciężko. Po dotarciu do gate’u i rozpoczęciu odprawy znów podchodzimy w pierwszej kolejności, składamy wózek i z dzieckiem na rękach wsiadamy do samolotu. Wózek będzie na nas czekał przy wyjściu z rękawa na lotnisku docelowym. Niestety, po oddaniu wózka przeżyliśmy mega rozczarowanie – zamiast samolotu PLL LOT czekał na nas wyleasingowany przez LOT od tanich linii lotniczych BlueAir samolot z rumuńską załogą na pokładzie. To tyle, jeżeli chodzi o super-empatyczne polskie  stewardessy… Po krótkiej instrukcji zapięcia pasa wystartowaliśmy i było naprawdę dobrze! Odetchnąłem – Staś lubi latać! 👍👍👍 Nie marudził prawie wcale. W samolocie w jednej z toalet był nawet przewijak, jednak w czasie turbulencji przewijania nie polecamy 😉. W drugą stronę Staś trochę pokrzyczał, ale za ogólny performance dostał od Taty mocne cztery z plusem 😉.

Hotel – Do hotelu dotarliśmy dwoma pociągami i metrem z przesiadką. Spoiler alert do części o poruszaniu się z małym dzieckiem w wózku po Paryżu – MA-SA-KRA! Zarezerwowałem nam apartament rodzinny w hotelu Ibis Styles Mairie de Clichy  Był to bardziej duży pokój, niż apartament, wybitnie w standardzie sieci Ibis Styles.

Hotel bardzo przyjemny, przesympatyczna obsługa, dobra (hipstersko-robotnicza) okolica, mniej niż przecznicę od stacji metra. Jednak zdecydowanie nie dla rodzin z małymi dziećmi, głównie z racji położenia. Hotel jest położony poza centrum Paryża, bodajże 9 stacji metra od Łuku Triumfalnego. A metro (i transport publiczny ogólnie) w połączeniu z wózkiem to w Paryżu dramat.

Poruszanie się po Paryżu – Przy pierwszej próbie jazdy metrem z dużym wózkiem jeszcze przez chwilę się zastanawiałem, dlaczego do cholery nasz wózek jest jedynym, jaki widzę. Przy pierwszej probie przesiadki przestałem się zastanawiać od razu.

  • Po pierwsze – na starszych stacjach metra wózki nie mieszczą się w bramkach, a drzwi dla wózków dziecięcych i inwalidzkich są zamknięte. Jest guzik, którym można nacisnąć i teoretycznie powinien je otworzyć operator, z którym się łączycie, ale na nawet tak prosty komunikat, jak „Open the door, please” jedyną odpowiedzią jest „Sorry, I don’t speak English”. Pierwszego dnia na jednej ze stacji musiałem złożyć wózek (dwuczęściowy) i przenieść obydwie części NAD ścianą z boku bramek wysoką na jakieś półtora metra.
  • Po drugie – spora część metra powstała bardzo dawno temu. W związku z tym wind albo nie ma wcale, albo są w remoncie. Próbowaliśmy na kilku stacjach – działała co druga. Nawet w najnowszej linii metra jest z tym bardzo średnio. Czasami nie działają również schody ruchome.
  • Po trzecie – ludzie mają gdzieś Ciebie, Twoje dziecko i jego wózek. To nie Warszawa i nie Gdańsk, żeby ktoś ustąpił miejsce, albo pomógł go wnieść do wagonu. Ludzie seryjnie wpychają się przed wózek i potem jesteś zmuszony stać wgnieciony w słupek po środku wagonu z szóstką ludzi kaszlącą nad Twoim dzieckiem. Dosłownie.

Serio, metro to zły pomysł.

Ciąg dalszy kiepskich pomysłów komunikacyjnych w Paryżu to również Uber (drogi!), czy taksówki (jeszcze droższe), bo kierowcy nie przyznają się do posiadania fotelików. Jeżeli już je mają, to dla większych dzieci, ale częściej proponują jazdę z maluchem na kolanach(!!!).

Jakimś tam wyjściem są autobusy, które poza godzinami szczytu są dość puste, mają sporo miejsca na wózki i ludzie jakby lekko milsi od tych w metrze… No ale coś za coś – podróż autobusem to 40% jazdy i 60% stania w korkach. W każdym razie z wózkiem do autobusu wejść można bez kłopotu.

Restauracje – z czteromiesięcznym Stasiem i ogromnym wózkiem ewentualne, już i tak okrojone, plany o pielgrzymkach po paryskich restauracjach mogliśmy włożyć między bajki. I to nawet poza sezonem. Próby wejścia do środka, nawet w bardziej turystycznych okolicach, kończyły się sugestią, że może Pan się nie pcha tu z tym wózkiem, tylko sobie siądzie przy tym stoliku na dworze. Tak, tam – obok tych sześciu Brytyjczyków odpalających fajkę od fajki… 😒Ogólnie jest ciężko, trzeba się nastawić na jedzenie tam, gdzie się da (w pustych, a co za tym idzie słabszych) lokalach, albo brać na wynos i biec do parku. My przy 8-10 stopniach mieliśmy na pikniki średnią ochotę. O przewijakach w restauracjach można zapomnieć, my raz jechaliśmy cztery stacje, bo na Tripie ktoś napisał, że w jakimś bistro jest to (było):

Ale chyba im się podobało 😊

PS Zapomniałem o prawie najważniejszym — czyli o karmieniu piersią. Naturalnie w Paryżu nie ma z odbiorem karmienia żadnego kłopotu – Staś jadł zarówno przy stoliku w restauracji na zewnątrz na Montmarte, jak i na ławce z takim widokiem na Wieżę Eiffla, jak powyżej 😊.

W najbliższych planach mamy kolejny wyjazd, tym razem bardziej plażowo – Słowenia, Chorwacja i Włochy. Mam nadzieję, że Staś tak samo zniesie długie podróże samochodem, oczywiście podzielone na etapy. Zwłaszcza, że będzie to już nowe, świeżo odebrane z salonu auto 😉.

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie. 

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany! 

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.