Przygotowania do wyjazdu na pierwsze samochodowe wakacje ze Stasiem (za 14 dni!)

DISCLAIMER – wpis nie jest sponsorowany, a wszystkie produkty, o których piszę to nasz prywatny zakup. 

Ten blog miał być blogiem o podróżach z dzieckiem (a w przyszłości z dziećmi😃). Póki co pracowa rzeczywistość trochę ograniczyła moje ambitne plany, ale to, co uda się wykroić na wspólne podróże na pewno wykorzystamy w pełni.

Za czternaście dni ruszamy w naszą pierwszą samochodową wycieczkę po Europie w trójkę. A ponieważ nie lubimy, jak jest zbyt łatwo, to znaleźliśmy się w sytuacji, w której nie za bardzo mamy czym na tę wycieczkę pojechać😃. Kilka tygodni temu kupiliśmy nowy samochód, ale nie dogadaliśmy się trochę z salonem odnośnie konkretnej daty odbioru i zamiast z tygodniowym zapasem auto odbieramy (mamy odebrać…) mega na styk. Żaden z naszych obecnych samochodów nie nadaje się na dłuższy wyjazd – mój już kilka razy nas zawiódł na średnich trasach, głównie podczas powrotu z lutowego wypadu na narty (nie kupujcie Fiatów), a samochód Mai jest zdecydowanie za mały. W rezerwie mamy jeszcze Seata dziadków, który jest idealny poza tym, że to ręczna skrzynia, a my oboje z tą dziwną konstrukcją jesteśmy trochę średnio zaprzyjaźnieni.

Najważniejsze pytanie – jaki samochód kupiłem?😃 Na poważnie rozważaliśmy kilka modeli – Seat Arona, VW T-Roc i Skodę Karoq. Skoda nie bardzo podobała się Mai, T-Roc z automatyczną skrzynią byłby do odbioru za rok, a Seat do ostatniej chwili był liderem rankingu, a w zasadzie do momentu, kiedy nie weszliśmy „na minutę” do salonu Jeepa. Wyszliśmy z decyzją o kupieniu samochodu, który chciałem mieć od zawsze – Jeep Renegade😃. Zobaczymy, jak nam się spisze, na pewno będzie o nim osobny wpis zaraz po dojechaniu na miejsce.

Jedziemy do naszego sprawdzonego miejsca – kawałka wybrzeża, gdzie Słowenia ma dostęp do Adriatyku. Poprzednim razem mieszkaliśmy w miejscowości Portoroż, tym razem zatrzymujemy się w rewelacyjnym historycznym Piranie:

Z wyjazdu na pewno będzie tysiąc zdjęć na Insta i na FB, a w tym wpisie chciałbym podsumować dotychczasowe przygotowania.

Co nam nie wyszło? 

  • Rezerwacja😢 Zarezerwowałem fantastyczny apartament w centrum Piranu przez booking.com. Niestety, pomimo informacji, że płatność zostanie uregulowana na miejscu, z karty, którą zabezpieczyłem rezerwację została pobrana cała należność – prawie 600 euro, po fatalnym przeliczniku beznadziejnego CitiBanku, w którym mam kartę kredytową. Na różnicy kursowej straciliśmy prawie 15%. Rada Taty Łukasza😃: uważajcie na przy rezerwacji na Bookingu. Ja rezerwuję tam bardzo często, a i tak dałem się złapać… Booking niestety odmówił zwrotu na kartę i obciążenia innej (w euro). Ech…😢 Po latach współpracy chyba się przeniesiemy na Trivago… 
  • Kupno samochodu… Pewnie się uda odebrać Jeepa przed wyjazdem, ale nauczka na przyszłość: ustalcie w salonie, który to dokładnie „23 tydzień roku”, bo różnie można to interpretować😃. W tym miejscu propsy dla salonu Edmark w Warszawie i dla prowadzących stronę Jeep Polska na fejsie, bo naprawdę robią wszystko, żeby mi to auto priorytetowo ściągnąć na czas do Wawy.

Co nam wyszło? (głównie zakupy…)

  • Kupno spacerówki! W Paryżu niesamowicie męczyliśmy się z trzymiesięcznym Stasiem w ogromnej gondoli😢. Dlatego do kwestii kupna lekkiego wózka, który z naszymi planami podróżniczymi lekkiego życia mieć nie będzie, podeszliśmy bardzo poważanie. Do finału przeszły dwa modele – Elodie Details Stockholm Stroller, który odpadł głównie ze względu na sporą wagę (9kg) i jeszcze większą cenę. Wybraliśmy ten drugi model – Chicco Ohlala. Maja miała wątpliwości, według niej wyglądał dość plastikowo i mało solidnie, ale ponaddwukrotnie mniejsza waga (3,8kg) i o tyle samo niższa cena ostatecznie pchnęły nas w stronę Chicco. Dodatkowo załapaliśmy się na promkę -20% w Smyku, więc trochę odbijamy sobie tę niemiłą przygodę z bookingiem😢…

  • Miejsce – zarówno to, dokąd jedziemy – dosłownie nad samym morzem, w centrum mega klimatycznej starej części Piranu, 25 min jazdy od Triestu (Włochy) i 30 min od Chorwacji. Śniadanie w Słowenii, obiad w Chorwacji i kolacja we Włoszech 😃. Serio, będzie milion zdjęć!
  • Spray przeciwsłoneczny Bioderma 50 z filtrem mineralnym – zrezygnowałem z próby zrozumienia, dlaczego to jest takie świetne, ale Maja się tym zna, więc kupcie to😃 W skrócie – należy unikać filtrów przenikających, a dla dzieci poniżej 1 roku życia lepsze są filtry mineralne, a nie chemiczne. Przy wyborze kremu z filtrem warto zerknąć na bloga Sroki O – pod linkiem obszerna analiza składów filtrów aptecznych.
  • Bidon ze słomką – do Piranu z Warszawy mamy prawie 11 godzin jazdy. Rozłożymy to sobie na dwa dni z przystankiem w okolicy Wiednia. Nastawiamy się na ostre (w miarę możliwości Stasia) zwiedzanie na miejscu, a temperatury pewnie rzadko będą spadać poniżej 30 stopni. Dobrze, żeby Młody był odpowiednio nawodniony. Wybraliśmy bidon Avent z miękką słomką. Staś dość szybko załapał ssanie z niego, co nas bardzo ucieszyło, bo nie chcieliśmy dawać mu kubków „niekapków” z dziubkiem (nie są polecane przez logopedów i mogą negatywnie wpływać na rozwijający się zgryz maluchów). W czołówce był też bidon B.Box – fajna sprawa, bo ma obciążoną końcówkę słomki, dzięki czemu można z niego pić nawet trzymając do góry nogami. Niestety, podobno te słomki nie są odporne na gryzienie i szybko się zużywają. Pewnie jeszcze go sprawdzimy. Warto też zwracać uwagę na zamykanie bidonu – niektóre mają takie klapki, które po otwarciu dziecko wsadza sobie prosto w nos😃.
  • Namiot plażowy z Lidla – testujemy go w ogrodzie od dwóch tygodni. Poza tym,  że nijak nie mogę ogarnąć, jak go złożyć (MAJAAAAAA…!), to jestem nim mega podjarany. 69 zł, a tyle radości!😃 Jest naprawdę spory i ma duże zadaszenie, więc powinien zapewnić dziecku sporą ochronę przed słońcem, chociaż plażowanie dłuższe, niż 2h dziennie raczej nie jest w naszych planach. Producent deklaruje nawet, że materiał ma faktor UV 40. Zobaczymy, jak to wyjdzie na miejscu. Niestety, chyba nie jest już dostępny, bo zniknął ze strony Lidla, ale da się go jeszcze złapać na allegro i OLX. Polecam. Nasz jest bardzo męsko granatowy😃

to be continued…

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie. 

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany! 

 

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.