Wakacje ze Stasiem – Słowenia – PART ONE

DOJECHALIŚMY! Jesteśmy w Piranie, czyli tu:

To już nasz drugi raz tutaj. Poprzednio byliśmy sami z Mają dwa lata temu. W tym roku przyjazd tu z siedmiomiesięcznym Stasiem to już kompletnie inna bajka. Ale w dalszym ciągu bajka😃. Poniżej nasza trasa tutaj, jechaliśmy z Warszawy:

Cała trasa zajęła nam dwa dni – wyjechaliśmy z domu w piątek wieczorem, dojechaliśmy z prawie cały czas śpiącym po drodze maluchem aż do Ołomuńca w Czechach o 1 w nocy. Tam zrobiliśmy nocleg w Hotelu Hesperia przy samej trasie (hotel typowo „przytrasowy”; czysto i przyzwoite śniadanie, luksusów zero) i chwilę po 11 wyjechaliśmy dalej. Stasiowi ten pitstop bardzo się spodobał…

Dość często robiliśmy przerwy, w zasadzie za każdym razem jak młody wykazywał oznaki zniecierpliwienia lub głodu, czyli w praktyce co około 2h. Dwa postoje były trochę dłuższe, żeby Staś mógł się rozprostować i poszaleć na kocu piknikowym, a my zjeść😀. W ten sposób znowu większość drogi przespał. Maja musiała się przesiąść do niego do tyłu żeby zabawiać i/lub śpiewać tylko dwa razy po godzince. To super wynik jak na dziewięciogodzinną podróż. Staś jechał w foteliku typu RWF (tyłem do kierunku jazdy) na tylnej kanapie samochodu – tak jest najbezpieczniej dla dziecka. Będziemy chcieli, żeby podróżował tak jak najdłużej, nawet pomimo tego, że przodem do kierunku jazdy pewnie bardziej by mu się podobało (=mniej by marudził). Dlaczego? Hmmm, chyba o fotelikach i jeździe autem z dzieckiem przygotuję oddzielny wpis, bo dużo do opowiadania😀.

Wracając do podróży, do jej kosztów przy planowaniu wakacji nie zapomnijcie wliczyć winietek: Czechy (310 koron, czyli jakieś 55zł za 10 dni), Austria (9 euro za 10 dni) i Słowenia (tygodniowa za 15 euro albo miesięczna za 30 euro). Kompletnie nie ma sensu zamawiać winietek przez pośredników z dostawą do Polski, bo są wtedy wielokrotnie droższe, a bez problemu można je kupić na pierwszej stacji benzynowej przy autostradzie po wjeździe do danego kraju. Winiety austriackie można kupić elektronicznie wcześniej, jednak trzeba pamiętać, że ważności nabierają dopiero po 18 dniach od zakupu (żeby nie można było ich zwrócić po przejechaniu kraju😃.

Niestety, Jeep skopał sprawę i nie odebrałem nowego samochodu przed wyjazdem. Przesunęli mi termin odbioru dopiero na koniec czerwca, więc ratowaliśmy się pożyczeniem Seata Leon od rodziców Mai. Spakowaliśmy się na styk, a i tak przyjechaliśmy tu dość „na alpejsko”, czyli my z jedną walizką, a Staś z całym dobytkiem😀. Autko spisało się nieźle, chociaż to 1.4 TSi, więc prędkość przelotowa to max. 145km/h, bo powyżej robiło się mega głośno. A szkoda, bo było sporo miejsc, gdzie moglibyśmy jechać i 160km/h. Brak tempomatu i moją odrętwiałą nogę opiszę chyba w oddzielnym wpisie…😫.

Podsumowując: jesteśmy, Staś za trasę dostaje od Taty mocne 9/10, dwie noce w podróży – pierwsza tutaj i wcześniej jedna w trasie – to też jakaś bajka, więc na razie idźcie się przejść i zastanowić nad życiem wy wszyscy, którzy twierdzicie, że z małym dzieckiem nie ma życia, a najdalsza podróż to dwie Biedronki dalej. Dzieci to normalni ludzie, tylko wymagający więcej opieki, ale traktowanie ich, jak wymówki do niekorzystania, choćby w ograniczonym wymiarze, z życia to najprostsza droga do zachwiania równowagi życiowej. My name is Tata Łukasz and I endorse this message😂. 

Kolejny wpis jutro lub pojutrze będzie już bardziej wakacyjny, właśnie wychodzimy pokazać Stasiowi morze, trochę go w nim pochlapać i przejść się na dłuższy spacer. Wczorajsza kolacja mega nas zachęciła do zabierania tego małego ciacha z nami wszędzie tam, dokąd zmierzamy!

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie. 

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany! 

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.