Wakacje ze Stasiem – Zjednoczone Emiraty Arabskie – cz.1 – Abu Dhabi

Kiedy dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami, obiecaliśmy sobie, że cała logistyka związana z przygotowaniem się do podróży z małym dzieckiem nie powstrzyma nas przed pokazywaniem mu świata. 

Od początku jesieni wiedzieliśmy, że musimy sobie zrobić chociaż dziesięciodniową przerwę od marznięcia w Polsce i naładować baterie słoneczne gdzieś w ciepełku. Nie jeździmy na wypady all-inclusive, wszystko zawsze organizujemy sami. Wiąże się to jednak z koniecznością samodzielnego wybrania destynacji. Po kilku dniach przekonywania udało mi się przeforsować mój wariant: Emiraty – Abu Dhabi i Dubaj. Dzisiaj pierwsza część – bardzo skrócona relacja z Abu Dhabi.

Planowanie takiego wyjazdu to, wbrew pozorom, mega przyjemność! Po zaklepaniu urlopów i opieki nad naszymi dziewczynami – Laną i Roxy – zabrałem się za rezerwację hoteli i biletów. Postanowiliśmy, że większość czasu spędzimy w mniejszym i trochę cichszym Abu Dhabi przy samej plaży, a wyjazd zakończymy intensywnym city breakiem w Dubaju. 

Bilety na trasie Warszawa>Abu Dhabi / Dubaj>Warszawa znaleźliśmy na stronie Kayak.pl. Nasza trasa wyglądała tak (z jedną zmianą, o czym napiszę w kolejnym wpisie o Dubaju):

Warszawa-Istambuł-Abu Dhabi / Dubaj-Istambuł-Warszawa

Podróż przebiegła bez kłopotów, obydwa samoloty, ten z Warszawy do Stambułu i ze Stambułu do Abu Dhabi były w połowie puste, więc mieliśmy cały rząd trzech siedzeń dla siebie. Stanio uwielbia latać – przetestowaliśmy to wcześniej przy okazji lotu do Paryża, więc nie obawialiśmy się tej części prawie wcale. Turkish Airlines ma naprawdę serwis na wysokim poziomie (jak już się uda wejść do samolotu, o czym napiszę w kolejnym wpisie o Dubaju): sporo z dań, które dostaliśmy bardzo smakowało Staniowi, a do tego dostał jeszcze jedzenie dla dzieci w słoiczku. I super, mniej szukania jedzenia dla dzieci po sklepach na lotnisku dla nas. 

W Stambule mieliśmy kilkugodzinny layover, więc przeczekaliśmy go w lounge’u Primeclass Lounge, który był niestety dość kiepski – monotonne jedzenie, mało kanap (cztery godziny przesiedzieliśmy przy stoliku), niewielka sala zabaw dla dzieci, brudne toalety… Na szczęście Stanio przespał prawie cały ten czas. 

Po kilku godzinach lotu dotarliśmy do Abu Dhabi. Odebraliśmy bagaże, kupiliśmy lokalną kartę SIM bezpośrednio przy stanowiskach odbioru bagażu (zapłaciliśmy około 130 zł za kartę Virgin Mobile UEA z 6GB danych, odebraliśmy zamówiony wcześniej samochód, za który zapłaciłem milami Miles&More z dopłatą kilkudziesięciu euro – uwaga, potrzebne jest międzynarodowe prawo jazdy) i już prawie nad ranem wyruszyliśmy do hotelu.

Hotel Khalidiya Palace (pięć gwiazdek) zarezerwowaliśmy przez tę stronę. Klikając w link możesz liczyć na lepsze ceny.

Od samego początku wiedzieliśmy, że będą o nas w tym hotelu dbać! Hotel jest „suchy”, czyli nie podaje się tam alkoholu, a do tego ma profil bardzo pro-family, i widać to na każdym możliwym kroku. Mieliśmy do dyspozycji na tydzień ogromny, prawie pięćdziesięciometrowy pokój z balkonem i takim właśnie widokiem:

Pierwszy poranek Stasia w Abu Dhabi

Stanio był zachwycony mogąc biegać boso w połowie stycznia po balkonie. Nam pokój też się mega spodobał. Reszta hotelu była podobnie rewelacyjna – trzy baseny połączone w jeden ogromny, plaża i morze tuż pod hotelem, bezpłatny parking podziemny, plac zabaw z miękkim podłożem, bardzo dużo leżaków przy basenie, nie mówiąc już o samym wnętrzu hotelu, które wyglądało TAK (mieszkaliśmy zaledwie na 8 piętrze😔:

Wnętrze hotelu Khalidiya Palace w Abu Dhabi

Nie mieliśmy absolutnie żadnych zastrzeżeń do naszego tygodniowego pobytu. Obsługa była na najwyższym poziomie, często przy basenie było więcej ratowników, niż kąpiących się tam gości. To dość charakterystyczne dla Abu Dhabi – mieliśmy przez prawie cały czas wrażenie, że na jednego klienta przypada trzech sprzedawców czy kelnerów… Jedyne, z czego nie korzystaliśmy, to kuchnia. Trzygodzinna różnica czasu pomiędzy Polską a Emiratami oznaczałaby konieczność wstawania o szóstej rano czasu warszawskiego, żeby zdążyć na śniadanie. Było to zupełnie bez sensu, więc żyliśmy według naszego czasu – wstawaliśmy, gdy w Abu Dhabi była jedenasta, a kładliśmy się spać po północy.

Polecieliśmy tam z własnym fotelikiem samochodowym nadanym jako normalny bagaż (zawinęliśmy go na lotnisku w Warszawie w folię za jedyne… 70 zł😯). Na miejscu w Abu Dhabi poruszanie się bez samochodu jest praktycznie niemożliwe, a kosztująca na każdej stacji NIECAŁE DWA ZŁOTE benzyna i SIEDMIOPASMOWE drogi sprawiają, że prowadząc odpoczywałem… Samochód na miejscu to naprawdę konieczność.

Aha, opinie o szalonych kierowcach w Emiratach to bzdura. Różnic pomiędzy kulturą na drodze w Warszawie i w Abu Dhabi nie stwierdziliśmy. Jeździło mi się naprawdę świetnie!

Czas na przegląd naszych ulubionych miejsc w Abu, ale najpierw jedna rzecz: infrastruktura dla podróżowania z dziećmi tam na miejscu jest po prostu TOTALNA. Na miejscu jest po prostu WSZYSTKO, co mogłoby uprzyjemnić pobyt z dziećmi, nawet w wózku – mega równe i szerokie chodniki i ścieżki, ogrom parków, przewijaki i pokoje rodzinne na każdym kroku, ale przede wszystkim bardzo, BARDZO pozytywne nastawienie wszystkich wokół do rodzin z małymi dziećmi. To było niesamowite przeżycie pod tym względem.

Ogromnie pozytywne wrażenie zrobiło na nas… centrum handlowe. Wiadomo, Emiraty to światowa stolica shoppingu, ale Yas Mall zrobił na nas wrażenie pod zupełnie innym względem. Po pierwsze to jest tam pięknie. Po drugie, to jest niesamowicie ogromny mall, nieporównywalny w naszym subiektywnym odczuciu do tych w Europie, czy w USA. Liczba sklepów i powierzchnia jest po prostu surrealistyczna, a jakość food courtu czy OGROMNEJ, piętrowej sali zabaw dla dzieci z rollercoasterem (!) pod dachem po prostu nas rozwalił. Mieliśmy tam ponad 30km, ale wróciliśmy dwa dni później. Do tego zupełny brak tłumów i przesympatyczni sprzedawcy w każdym sklepie… No nie, Arkadia to to nie jest…😁

Kolejne miejsce to po prostu okolice naszego hotelu. Mieszkaliśmy niedaleko Corniche Road – ulicy i plaży o tej nazwie z fantastyczną infrastrukturą. Przychodziliśmy tam wieczorami, ale wszystkie food trucki były jeszcze otwarte i czekały na nielicznych gości w pełnej gotowości. Do tego fun zona odbywających się tam wtedy mistrzostw Azji w piłce nożnej (wiecznie pusta, maksymalne widzieliśmy tam może 50 osób), fantastyczne ścieżki dla wózków, boxy do CrossFitu na piasku, mega dużo boisk do beachballu czy kosza… Do tego widoki na okoliczne wieżowce – hotel Bab Al Qasr, hotel Grand Hyatt, Etihad Towers, czy Founders’ Memorial. W galerii wyżej jest zdjęcie ze spaceru wieczornego (no, w zasadzie nocnego…) po Cornishe Road, a tak to wyglądało z drugiej strony, czyli z naszego hotelu:

Trzecim miejscem, które totalnie zwaliło nas z nóg był Meczet Szejka Zayeda. Już samo wejście – rewelacyjny podziemny parking, bezpłatne wejściówki w postaci rejestracji wizyty na iPadzie, wypożyczalnia abai (taki szeroki płaszcz dla kobiet), kilkusetmetrowy korytarz do wejścia do meczetu wykładany marmurem… No po prostu bajka! Nie wiem, jaki był koszt budowy całego kompleksu, ale projektowali go amerykańscy architekci, a wykończeniem detali zajmowali się głównie włoscy artyści i rzemieślnicy. Myślę, że poniższe nagranie maghribu (salah odmawiana w momencie zachodzenia słońca) oddaje skalę tego, co zastaliśmy w środku… Oczywiście infrastruktura dla rodzin z dziećmi i totalna atencja pracowników meczetu to coś, co nawet nie wymaga omówienia. W Abu Dhabi to jest po prostu standard.

Maghrib w Meczecie Szejka Zayeda w Abu Dhabi

Na koniec części o Abu Dhabi trochę o cenach – te najważniejsze, to (ceny podaję w dirhamach, ale kurs AED:PLN to w zasadzie 1:1, więc idealnie się to wszystko przelicza):

  • paliwo: 1,89 dirhamów za litr benzyny
  • przepyszny i mega świeży obiad dla 2 osób dorosłych i Stasia z apetytem osoby dorosłej – głównie kuchnia libańska i indyjska: od 70 do 150 dirhamów, w bardziej wypasionej restauracji od 200 dirhamów w górę;
  • alkohol: brak – w AD nie widzieliśmy go ani razu, tylko piwo bezalkoholowe;
  • ceny w sieciówkach odzieżowych (np. H&M): dokładnie takie, jak w Polsce;
  • rzeczy dla dziecka – Pampersy, słoiczki, tubki: około 30% droższe, niż w Polsce;
  • parking (strefy płatnego parkowania są w zasadzie wszędzie): 2 dirhamy za godzinę;
  • jedzenie w Carrefourze: około 20% drożej, niż w Polsce. Natomiast wybór jest oszałamiający! Mnogość kultur na miejscu równa się niesamowitemu wprost wyborowi różnych rzeczy do jedzenia! Jakość też kompletnie bez porównania z tym, czym sieci karmią nas w Polsce.

Za kilka dni kolejna część, tym razem o Dubaju i naszych perypetiach powrotowych… Spoiler alert: linie Turkish Airlines dały dupy po prostu strasznie…🤮 🤮 🤮 

Hmm… o czym jeszcze zapomniałem? Daj znać w komentarzu poniżej! ⬇️

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie.

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany!

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.