Niania WANTED, czyli jak znaleźliśmy super nianię

Wiem, wiem — dawno się nie odzywałem… Bardzo się stęskniłem za tym blogiem, ale naprawdę mam kilka dobrych wymówek! Przede wszystkim w zeszłym tygodniu spędziliśmy bardzo przyjemny weekend rocznicowy (to już druga rocznica naszego ślubu pod drzewem w Dworze Dawidy na Mazurach!) w kameralnym SPA pod Łodzią – Columna Medica. Złapaliśmy super promkę na Travelist (link tutaj) i poleniuchowaliśmy się w przestronnym pokoju 2+1 z pełnym wyżywieniem, prywatnym basenem z podgrzewaną wodą i toną zabawek dla Stasia, w którym robiliśmy TAKIE rzeczy, a widok z pokoju mieliśmy naprawdę wspaniały! Sam zobacz:

Po drugie: zaliczyliśmy kolejny rodzicielski milestone – Maja wyjechała na całe dwa dni i pierwszy raz zostaliśmy ze Staniem w domu na noc bez niej. Było tak totalnie super, mówiąc szczerze aż niespodziewanie fajnie, że pozbyłem się wszelkich wątpliwości – ogarnę to tacierzyństwo i to raczej całkiem nieźle!

A trzeci powód jest taki, że Maja za dwa tygodnie wraca do korpo… Na razie na część etatu, ale od zimy już na cały. Planowaliśmy to od samego początku ciąży, więc mieliśmy sporo czasu na przygotowanie się do Dnia Zero. Mamy jeszcze dziesięć tygodni urlopu do wykorzystania „na wszelki wypadek”, ale z podejściem naszym i Stania raczej nie obawiam się żadnej wtopy. Będzie dobrze!

Kompletnie nie myślałem o namawianiu Mai do zostania w domu i rezygnacji z pracy na dłużej, niż to było konieczne. Przez chwilę zastanawiałem się nad zostaniem w domu na kilka miesięcy, przemyśleniem planów na dalszą przyszłość jednocześnie spędzając czas ze Stasiem, ale finalnie zdecydowaliśmy, że póki co spróbujemy wariantu z dzieckiem i z dwojgiem pracujących na pełny etat rodziców.

NIANIA VS ŻŁOBEK

Przez chwilę rozważaliśmy wysłanie Stasia do żłobka, najwygodniej byłoby znaleźć taki prywatny (koszt – około 1200 zł miesięcznie w Warszawie) gdzieś blisko, ale w ostateczności pomysł upadł z kilku powodów:

  • Staś jest jeszcze za mały. Co prawda żłobki przyjmują dzieci od szóstego miesiąca – Staś ma dziesięć – ale obawialiśmy się, zapewne słusznie, że w żłobku nie dostałby takiej atencji i opieki, jaką ma w domu.
  • Baliśmy się, że będzie przywlekał do domu coraz to nowe infekcje i choroby.
  • Chcieliśmy jednak, żeby jak najwięcej pozytywnych wspomnień miał związanych ze swoim domem.

Decyzja była więc dość prosta, chociaż mocno kosztowna, o czym poniżej: NIANIA.

Zastanawialiśmy się, teoretycznie i praktycznie, nad opieką współdzieloną, ale to zdecydowanie dłuższy temat, więc o naszych doświadczeniach z takim sposobem opieki nad dzieckiem będzie oddzielny, bardziej szczegółowy wpis.

Niani dla Stasia zaczęliśmy szukać już kilka miesięcy temu. Przygotowaliśmy sobie fajne ogłoszenie, wrzuciłem je zarówno na grupę niań warszawskich, jak i  na portal niania.pl

I od razu dwa niewypały…

Zacznijmy od grupy na fejsie – wrzuciłem je ja – facet. Odpowiedzi było naprawdę niewiele. Kiedy kilka miesięcy później podobne ogłoszenie wrzuciła Maja dostała znacznie więcej sygnałów od zainteresowanych niań. Konkluzja jest dość smutna – faceci jako ogłoszeniodawcy na takich grupach są lekko dyskryminowani😐. Jeżeli przeczyta to jakaś niania, to będę bardzo wdzięczny za komentarz, czy faktycznie tak jest… 

Portal niania.pl to, biorąc pod uwagę nasze doświadczenie, kompletna poracha – zapłaciliśmy za konto premium prawie stówę, a odzew na nasze ogłoszenie był minimalny. Zaznaczam, że proponowana przez nas stawka była w górnym przedziale średniej dla Warszawy… Wcześniej słyszałem dobre opinie o tym portalu, ale w naszym wypadku to po prostu totalnie nie siadło.

Naszą nianię znaleźliśmy w końcu na fejsie na grupie dla niań szukających pracy – ogłoszenie wrzuciła Maja i już pierwszego dnia dostała kilka mocno sensownych zgłoszeń. Spotkaliśmy się u nas z jedną z niań i od razu przypadła do gustu nam, ale przede wszystkim Stasiowi. Kilka dni później idealnie zgrali się podczas próbnego dnia i podjęliśmy decyzję, że to jest TO.

Czego szukaliśmy w niani? Przede wszystkim dobrego flow z nami i ze Stasiem. To jest jednak układ potencjalnie na lata, miejsca na błędy nie ma zbyt wiele. Szukaliśmy osoby opanowanej, spokojnej i odpowiedzialnej. Niania z prawem jazdy i z własnym samochodem to prawdziwy skarb, więc poszczęściło się nam również i tu. Bardzo ważne jest, aby obojgu rodzicom niania przypadła do gustu w tym samym stopniu. To jest de facto obca osoba, z którą wasze wspólne dziecko będzie zostawać na długie godziny. Nie wyobrażam sobie, żeby miał to być ktoś, komu ja nie ufam, albo ktoś, z kim Maja nie czułaby się dobrze… Nie ma sensu walczyć, jeżeli druga strona stawia opór.

Stasia wychowujemy wege, szukaliśmy więc kogoś, kto zaakceptuje wszystkie nasze decyzje i przyzwyczajenia odnośnie sposobu wychowywania dziecka, a nie kogoś, kto będzie nam i jemu narzucał swoje metody. Nie mieliśmy preferencji odnośnie wieku, chociaż ja chyba wolałem nianię młodszą od siebie, a nie starszą od mojej mamy. Staś wymaga jednak sporej dozy energii…

Zakres cenowy niań, z którym się zetknęliśmy jest bardzo szeroki. Od 1600 zł w przypadku emerytek będących nianiami „amatorsko”, do ponad 4000 zł brutto w przypadku niań z referencjami z rodzin, gdzie niania miała do opieki kilkoro dzieci, najczęściej obcojęzycznych. Wiadomo, ten wydatek to poniekąd haracz płacony za możliwość powrotu obojga rodziców do pracy. W rodzinach takich, jak nasza, gdzie dziadkowie są 2-3 godziny jazdy samochodem od nas jest to – z naszymi oczekiwaniami odnośnie opieki nad Stasiem – kwestia póki co nie do obejścia.

Z nianią zawieramy tzw. umowę uaktywniającą, w której składki do wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia (obecnie 1/2 z 2100 zł brutto) pokrywa państwo – czyli my płacimy składki tylko od tej części zarobków niani, która przekracza 1050 zł. Sporo informacji na temat umów uaktywniających jest na stronie ZUS – UWAGA – od 1 stycznia 2018 zaszły spore zmiany – a jeżeli masz dodatkowe pytania, lub potrzebujesz wzoru umowy, to pisz śmiało na tatalukasz21(at)gmail.com lub zostaw komentarz – w miarę możliwości chętnie pomogę! 

Bardzo ważne jest, aby szczegółowo ustalić zakres obowiązków niani. Niania to nie gosposia i wszystko to, co nie jest opieką nad dzieckiem jest zajęciem dodatkowym. Zapotrzebowanie na rozszerzony zakres opieki (opieka nad domem, zakupy, wyjścia na basen) naprawdę warto omówić przed podpisaniem umowy.

Jestem do tego układu nastawiony naprawdę optymistycznie! Już niedługo przekonamy się, czy nasza intuicja nas nie zawiodła✊.

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie.

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany!

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Jedna odpowiedź do “Niania WANTED, czyli jak znaleźliśmy super nianię”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.