Pięć rzeczy, których boję się odkąd dowiedziałem się, że zostanę tatą

Jeżeli tu jesteś, to pewnie dlatego, że jesteś w jednej z trzech grup:

  1. Już jesteś tatą.
  2. Za chwilę będziesz tatą.
  3. Jesteś dziewczyną/żoną jednego z w/w i szukasz dla niego kilku blogów, które jego językiem wytłumaczą mu, w co się ładuje/władował, bo ewidentnie póki co tego nie ogarnia, a Ty już trochę już tak, i lepiej, żeby on też zaczął, bo sama tego nie udźwigniesz. No nie udźwigniesz, więc niech lepiej to przeczyta.

A zatem po kolei: byłem dwójką, jestem jedynką, mieszkam z trójką. Rada na początek: przyzwyczaj się do tego uczucia, do przerażenia. Będzie Ci towarzyszyć już stale i tylko od tego, jaki mu nadasz kierunek zależy to. jak dobrze ogarniesz ten temat – TACIERZYŃSTWO.

1. MOJE ŻYCIE SIĘ SKOŃCZY(ŁO):

Nie wiem, co Cię w życiu kręci, nie oceniam. Z tych najbardziej cliche to pewnie kumple, PlayStation, harleye, imprezki, city brejki… no ogólnie opcji jest sporo, a jak hajs się zgadza, to pewnie jeszcze więcej. Bad news: z większością chwilowo koniec. Przynajmniej w takiej formie, jak teraz. Tacierzyństwo totalnie przekręca priorytety, i na lat kilka-kilkanaście to już tak zostaje. Czy to bardzo boli? Trochę tak, pewnie to zależy od stopnia zaangażowania w dany temat. Dobra wiadomość jest taka, że bardzo dużo dostajesz w zamian, chociaż głównie odpowiedzialności😁.

Ktoś mi kiedyś powiedział, w organizmie faceta obecnego przy porodzie pierwszego dziecka zachodzą nieodwracalne zmiany biochemiczne. Nie jestem biochemikiem, przy porodzie byłem od początku do końca, głównie dlatego, że położna zapomniała mnie ostrzec przed najbardziej hardkorowymi momentami, a zanim się zorientowałem to już było za późno (o obecności przy porodzie będzie w kolejnym wpisie). I coś Ci powiem – z sali porodowej wyszedłem, jako zupełnie inny człowiek pod względem psychoemocjonalnym.

Zrozum i zaakceptuj, że chwilowo dla nikogo nie jesteś już najważnieszy. Dziecko do przeżycia potrzebuje matki, nie ojca. Zostaniesz/zostałeś odstawiony na bok, jak pewnie jakieś 99,99% ojców i naprawdę nie ma sensu z tym walczyć. Matka Twojego dziecka nie ma teraz ani czasu ani głowy do tego, żeby spełniać Twoje zachcianki, albo miziać Twoje ego. To nie dlatego, że Cię nie kocha. To dlatego, że instynkt każe jej skupić całą uwagę na dziecku, które z niej wysysa (równiez dosłownie) wszystko, co najlepsze. Znalezienie sobie miejsca w tym układzie nie jest proste, ale warto się postarać, bo za parę lat Twoje dziecko wkroczy w okres, w którym staniesz się dla niego całym światem (pewnie trochę bardziej, jeżeli to chłopak). To wtedy będziecie mogli razem robić te wszystkie super rzeczy, które uwielbiałeś robić ze swoim tatą, albo które chciałeś z nim robić, tylko jemu się to nigdy nie poskładało czasowo. Zrozum, że jako naburmuszony, obrażony na cały świat i pokłócony z matką facet będziesz mieć niewiele do zaoferowania.

2. PRZECIEŻ JA ZROBIĘ TEMU DZIECKU KRZYWDĘ:

Jest taka szansa. A jeżeli mówimy o przypadkowej fizycznej krzywdzie (upuszczę, utopię, zgniotę, itp.), to dotyczy ona totalnie nas wszystkich. Statystycznie zdarza się to bardzo rzadko, ale im szybciej zrozumiesz, że teraz odpowiadasz za życie totalnie bezbronnego człowieka, tym szybciej zaczniesz rozmawiać o tym z jego matką i czytać mądre artykuły na ten temat. Przykłady faktycznych zagrożeń (z linkami do mądrych artykułów, które powinieneś czytać) to:

Mój Staś był pierwszym noworodkiem, jakiego kiedykolwiek trzymałem na rękach. Miałem 34 lata. To jedna z tych rzeczy, których uczysz się automatycznie, pewnie stoi za tym jakiś instynkt. Rozmawiałem kiedyś z pewnym tatą, totalnie spoko gościem, zafiksowanym na punkcie swojego kilkuletniego syna i opowiedział mi coś, co brzmiało wtedy dla mnie, jak lekka abstrakcja, ale łapałem się w okolicach porodu na myśleniu o tym kilkanaście razy dziennie. Otóż człowiek ten opowiadał mi, że po porodzie wziął na ręce swojego syna i trzymał go tak dobre kilkadziesiąt minut. Następnego dnia nie mógł z bólu ruszyć rękoma. Zrozumiał, że trzymał to malutkie, niespełna czterokilogramowe dziecko na tak spiętych rękach, ze strachu, żeby nie upuścić, że dopadły go mega zakwasy. Natura wyposażyła nas, ojców, w cechy, które widać dopiero przy dziecku. I to jest bardzo dobra wiadomość, niezależnie od tego, że strach o zdrowie i życie własnego dziecka będzie Ci towarzyszył już zawsze.

Do poczytania:

3. Z NIĄ JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE TAK, JAK KIEDYŚ:

Nie będzie. O seksie w trakcie/po będzie osobny wpis, teraz o wszystkim innym. Przy dziecku zaczynacie budować związek od nowa. Prawda jest taka, że sporo par się po urodzeniu dziecka rozpada, i to niestety my, chłopaki, częściej dajemy dupy robiąc szybką zawijkę. Pieprzymy trochę tym życie sobie, jej i dziecku. Dziecku pewnie najbardziej (patrz punkt 4).

Będzie wam łatwiej to sobie poukładać, jeżeli się bardzo kochacie. Będzie również łatwiej, jak zrozumiesz, że z jej ciałem, na myśl o którym miałeś motyle w brzuchu i nie tylko, zaczną się teraz dziać pewne bardziej lub mniej odwracalne procesy. Im szybciej przestaniesz z tym walczyć, tym większa szansa, że te motyle nie znikną. A może być trochę grubo (pun intended), więc dogadaj się sam ze sobą na okoliczność tego, co Cię kręci i co Cię podnieca, bo jak to nie będzie ona taka, jaka jest, to na horyzoncie pojawi się spory problem.

Jest jeszcze gorzej dlatego, że ona też te zmiany widzi. Nie wiem, czy jest dobra i uniwersalna reakcja na jej „znów urosła mi dupa” wypowiadane w siódmym miesiącu. Dodaj do tego burze hormonalne, ciągłe zmęczenie i brak ciuchów (tym razem na serio – w przedciążowe się nie mieści, a nowe z H&M jeszcze nie dojechały) i będziesz mieć zarys sytuacji, z którą będziesz musiał żyć (najlepiej szczęśliwie) przez najbliższe miesiące, albo i lata.

Po porodzie pójdziesz w odstawkę. Inaczej się nie da, nie jesteś już od szybkiego bzykanka, zabierania do kina i wystawania przed przymierzalnią w Zarze. Jesteś od wszystkiego innego – od pojechania po strzykawki (do karmienia noworodka, jak nie chce ssać piersi w pierwszych dniach życia) o 3 w nocy, od sprzątania dosłownie wszystkiego, żebyście mieli poczucie życia w cywilizacji, od wożenia do lekarza na 7.05 rano, od robienia zakupów, no po prostu od wszystkiego. Zastanów się, jak będziesz okazywał uczucia, jak będziesz jej dawał do zrozumienia, że Cię kreci. O seksie zapomnij, a czasu i sił na długie rozmowy raczej nie będzie, bo każdą wolną chwilę przez pierwsze tygodnie będziecie poświęcać na odrobienie braku snu w nocy.

Ona nie chce być dla Ciebie mamą, mamą jest dla Twojego dziecka. Jeżeli macie możliwość zostawienia go na wieczór z dziadkami/wujkami, to koniecznie wykorzystujcie każdą wolną chwilę na bycie we dwójkę – kolacje (my na pierwszej byliśmy cztery miesiące po urodzeniu się Stasia) w waszych ulubionych lokalach, kino (jeszcze nie byliśmy), spacery. Pomimo pojawienia się dziecka wasz związek to w dalszym ciągu coś, nad czym musicie non stop pracować, dziecko to za mało, żeby na zawsze i szczęśliwie posklejać was razem, chociaż dzięki niemu macie szansę (jako związek) bardzo dojrzeć.

4. MÓJ OJCIEC NIE OGARNIAŁ, WIĘC JUŻ NA STARCIE MAM POD GÓRKĘ (lub gorzej: WIĘC JA TEŻ TAKI BĘDĘ):

Ciężki temat. Bez zaglądania do mądrych książek o psychologii rodzicielstwa, w oparciu o własne doświadczenie twierdzę, że niekoniecznie tak jest. Wiadomka, pewne zasady i wartości wyniosłeś z domu rodzinnego, a jeżeli tam Cię porządnie skrzywili, to rzeczywiście możesz mieć nad czym pracować. Znam kilku rewelacyjnych ojców z niefajnym backgroundem rodzinnym, którzy sami są fantastycznymi ojcami. Znam też kilku ze zżytych, tradycyjnie bliskich rodzin, którzy tematu zwyczajnie nie udźwignęli. Zasady więc nie ma, a jeżeli wątpliwości powracają, to pomyśl sobie o tym wszystkich zajefajnych rzeczach, które zawsze chciałeś robić ze swoim tatą, a które będziesz teraz robić ze swoim synem lub córką. W odróżnieniu od tamtej sytuacji, teraz to wszystko zależy wyłącznie od Ciebie! Super, nie? 😉

5. STATUSIEJĘ:

Ponownie – wszystko w Twoich rękach. Życie pośród pieluch, płaczu i nieprzespanych nocy z zasady nie nastraja do samorozwoju, ale spokojnie, przy odpowiednim podejściu i talencie logistycznym można coś dla siebie wykroić, a jak pokazuje moje doświadczenie śpiąc sześć godzin (z przerwami, żeby nie było zbyt różowo) też można jakoś funkcjonować. Dobrze, jeżeli masz samodyscyplinę level hard i dołożysz do tego kilka zasad.

Ogarnijmy najpierw, co to takiego to „statusiowanie”.

No więc moim skromnym, pod „statusiowanie” nie podlega:

  • tata z dzieckiem na rękach w koszulki uświnionej tym, co się dziecku akurat ulało dumnie kroczący przez galerię handlową z miną „zobaczcie, jak mnie Młody zajebiście upieprzył”;
  • tata z dzieckiem w wózku wchodzący do Starbunia nie po dużą czarną, a po wrzątek do wyparzenia smoczka, który przed chwilą upadł na podłogę. Wiąże się z tym wysokie ryzyko, że dziewczyny zza lady będą wciskać Ci swoje numery, bo to ponoć jest super sexy 😊;

Z drugiej strony:

  • ojciec tracący cierpliwość do dziecka i kontrolę nad sobą, swoim głosem czy emocjami – w tym w miejscu publicznym – to straszna pipa. Nie rób tego, jest milion sposobów, żeby tego nie robić, więc naprawdę – nie rób tego. To jest hiper słabe;
  • ojciec wciskający dziecko matce (w sumie dziecka lub swojej), jak tylko dziecko zacznie płakać to mega przegryw. No kusi, nie powiem. Ale nie rób tego. Poddawanie się jest mało męskie. Poddawanie się po dwóch sekundach jest po prostu żenujące;
  • niedbanie o siebie jest niemęskie, ale to ogólnie. Zastanów się, jakim wzorem chcesz być dla swojego małego przystojniaka. Brzuszek, kawałek hot-doga między trójką a czwórką i czterodniowy t-shirt z sexy dziurką pod pachą to nie jest coś, co ktokolwiek chciałby oglądać, w zestawie, lub pojedynczo. Ogarnij się, tym łatwiej przyjdzie to Młodemu, jak trochę podrośnie. Jak nie wierzysz, to zapytaj Jej.

Dzięki, że dotarłeś aż tutaj. Super byłoby przeczytać Twój komentarz, albo spróbować odpowiedzieć na Twoje pytanie lub wątpliwość. Pisz w komentarzu poniżej, albo na fejsie.

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie. 

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany! 

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.