Podział obowiązków w rodzinie z perspektywy faceta, czyli JAK JA MAM Z NIM ROZMAWIAĆ?

Jeżeli to nie jest pierwszy wpis na tym blogu, który czytasz, to pewnie wiesz, że dość często wspominam o tym, że DZIECKO ZMIENIA WSZYSTKO. Układ w związku, sprawy finansowe, zarządzanie czasem, plany wyjazdowe, seks (o czym przeczytasz TUTAJ)

Moja perspektywa jest lekko ograniczona – jesteśmy rodziną 2+1. W rodzinach wielodzietnych wygląda to pewnie bardzo inaczej, ale ponieważ większość z was jest albo rodzicami od niedawna, albo macie dzieci dopiero w planach, to postaram skupić się na tym, jak ogarnąć sam proces zmian w kwestii obowiązków rodzinno-domowych, a nie jak zmenedżować stado głodnych i głośnych maluchów w wieku 0-9. O tym będzie oddzielny wpis…za kilka lat😃.

To nie będzie opowieść o tym, gdzie znaleźć przepis na 10 superszybkich i łatwych obiadków jednogarnkowych, które robią się w zasadzie same, a ty możesz wtedy obejrzeć meczyk, ani o tym, jak się włącza pralkę i czym różni się od zmywarki.

Chcę, żebyś zrozumiał, czym tak naprawdę jest pomoc w sytuacji, kiedy niedawno zostałeś tatą i po kilkunastominutowym szaleństwie dziewięć miesięcy temu przyszła pora na to, żebyś wziął się za zapewnienie swojemu dziecku i jego matce bezpieczeństwa i wygody.

Warunek wstępny to uświadomienie sobie, że od teraz odpowiadasz za życie człowieka, który bez twojej ciągłej po mocy po prostu nie przeżyje. Natura wyposażyła nas tak, że chyba jako jedyny gatunek pozostajemy totalnie zależni od rodziców przez długie lata (pamiętasz TEGO gościa?😃), i bez ich pomocy po prostu umarlibyśmy z głodu. Nie musimy, jak na przykład małe antylopy, uciekać przed drapieżnikami, więc nasze dzieci nie mają potrzeby posiadania umiejętności biegania już po kilku dniach przyjściu na świat. Prowadzimy bardzo statyczny tryb życia. Mądra ewolucja, dając wiele w zamian, nie dała naszym dzieciom samodzielności. A do tego dochodzi cywilizacja – w dzisiejszych czasach do przeżycia potrzebujemy umiejętności, które stworzyliśmy sztucznie — musimy nauczyć jazdy na rowerze, prowadzenia samochodu, włączania światła, czy nawet wiązania sznurówek.

Jest was w tym nowym układzie (co najmniej) troje, a Ty, tato, powinieneś być najbardziej odpowiedzialną i aktywną jego częścią. My, ojcowie, mamy poczucie, często złudne, że pomagamy bardzo, albo że przecież my pracujemy, więc po pracy już nic nie musimy. Czasami jednak nie rozumiemy niczego i dajemy temu wyraz w bardzo słabym stylu; mój ulubiony tekst to chyba od usypiania dziecka jest matka🙄.

Sporo kłótni i nieporozumień w tym nowym układzie bierze się z fatalnej komunikacji między rodzicami, a czasem nawet z zupełnego jej braku. Ona jest zbyt zmęczona, żeby tłumaczyć mu swoje podstawowe potrzeby, a u niego instynkt tacierzyński dopiero się rozkręca i zwyczajnie nie do końca jeszcze czai, co się tu dzieje…🤔. Dodajmy do tego koktajl hormonów i oto gotowa recepta na kryzys w związku akurat wtedy, kiedy najbardziej potrzebujecie siebie nawzajem.

Przejdźmy do najważniejszego – trzech podstawowych rzeczy, które możesz zrobić, a właściwie zrozumieć, żeby podział obowiązków w waszej rodzinie nie był źródłem frustracji i kłótni:

POMAGAJ NIE TYLKO ROBIĄC, ALE TEŻ MYŚLĄC

Jeżeli nauczyłem się czegoś o byciu rodzicem przez ostatnie prawie dziesięć miesięcy, to jedną z tych rzeczy było właśnie to, że ogarnianie logistyki jest dla mam znacznie więcej warte, niż pranie, prasowanie pieluch, robienie zakupów, czy wyjmowanie rzeczy ze zmywarki.

Każde wyjście poza dom to skomplikowana operacja, zwłaszcza na samym początku (a najgorzej jest w zimie!) trzeba zabrać ze sobą stos „detali”, których akurat tam, dokąd się wybieracie, może nie być. Pieluszki, chusteczki, krem po przewijaniu, krem do twarzy, wyparzone smoczki, wyparzona butelka, cieplejsza kurtka (jak akurat będzie zimniej, niż myśleliście), cieńsza kurtka (brawo! jak okaże się być cieplej)… Lista jest długa. Pomożesz zdecydowanie bardziej ogarniając te wszystkie „detale” tak, żeby ona mogła ubrać dziecko i ogarnąć sama siebie.

I dalej – kiedy trzeba pojechać do lekarza, jakie szczepienia robimy w przyszłym miesiącu, kiedy zabierają śmieci segregowane, a kiedy biodegradowalne, czy nie trzeba kupić mleka i tabletek do zmywarki, czy są jeszcze czyste ręczniki dla dziecka… Serio, jeżeli masz w sobie gen ogarniacza, to będziesz mieć z górki. A jeżeli nie, to zacznij szybko pracować nad wyrabianiem sobie takich nawyków. I nie wymagaj, od teraz przez parę miesięcy, albo i lat, jesteś zdany na siebie i brak ciepłego obiadku na stole po przyjściu z pracy to nic, co może pokonać takiego ubersamca, jak Ty.

PS Naucz się gotować — to naprawdę fajna umiejętność.

POMAGAJ BEZ PYTANIA

Mój ulubiony tekst (mojego autorstwa) przez pierwsze tygodnie po przyjściu na świat Stasia to ale przecież nic nie mówiłaś…

Przez pierwsze miesiące będziecie oboje wykończeni w zasadzie non stop. I to wykończeni tak, że wzajemne pretensje i skrajne emocje będą latać w powietrzu gęstymi stadami. Organizm wchodzi wtedy w fazę oszczędzania energii, czyli będę robić tylko to, co uznam za absolutnie konieczne dla przeżycia. Jak nie wołają, to zwijam się w kulkę pod kocem i udaję, że mnie nie ma.

Tylko jak ty siedzisz pod tym kocem, to twoje dziecko ktoś musi w tym czasie nakarmić, przewinąć i zadbać o jego rozwój. Doskonale rozumiem męski punkt widzenia – co ja mam z tą bezkontaktowym stworzeniem zrobić?! – chyba każdy z nas, facetów, pomyślał tak czasami o swoim dziecku… Przecież jest za małe na rower, piłkę, czy basen… To co ja tu będę robił, wracam pod swój koc. 

Podstawowym błędem jest wmawianie sobie, że przecież ja tyle robię… Otóż nie – dziecko to dziecko – zawsze można zrobić przy nim więcej. Ja widzę to co prawda dopiero od niedawna, od kiedy ze Stasiem mogę sobie pogadać (powiedzmy…), pośmiać się, pograć w piłkę (ja rzucam, on patrzy na piłkę😉), ale wyszedłem od tego, żeby nie być przekonanym o swojej cudowności i nie myśleć o sobie, jako o zbawicielu, który jednym przewinięciem zmienia świat (jej) na lepsze. Tak po prostu nie jest… Rozejrzyj się i zauważ, ile jeszcze jest do zrobienia i zacznij to robić. Uwierz – twoje dziecko czuje, kiedy zachowujesz się, jak prawdziwy facet i ojciec.

POMOC TO NIE BITCOIN

Nie ma chyba łatwiejszego zapalnika rozpoczynającego wybuchową kłótnię, niż ale przecież go przewinąłem/nakarmiłem/umyłem ci te cholerna smoczki, co ty jeszcze ode mnie chcesz?! Jeżeli było coś jeszcze, czego nauczyłem się przez pierwsze miesiące po przyjściu na świat Stasia, to było to proste nie prowadź statystyk. Po pierwsze – przegrasz. Żebyś nie wiem, jak się starał, a uwierz – ja staram się BARDZO – nasz dom chyba nigdy nie wyglądał, jak typowy dom młodej rodziny, gdzie zabawki leżą w lodówce, a jedzenie na podłodze, to i tak ona robi więcej. Jeżeli ja budzę się w nocy tylko cztery razy i noszę Stasia tylko raz i to przez marne piętnaście minut, to Maja budzi się razy osiem i za każdym razem go karmi, a na przez pierwsze tygodnie jeszcze przewija… I do tego robi to wszystko na tyle cicho, żebym się nie obudził. Jeżeli muszę się przebić przez korki, żeby dojechać do tej ciężkiej pracy, w której, wiadomix, same problemy i całe życie pod górkę, a jeszcze trzeba się poprzebijać przez Wisłostradę, żeby do tego domu wrócić, to i tak Maja przez dziesięć godzin mojej nieobecności miała ciężej, a do tego u niej margines błędu przy opiece nad dopiero co urodzonym maluchem był przez te dziesięć godzin w zasadzie zerowy . Śmiem przypuszczać, że dokładnie tak samo jest w każdem młodej rodzinie.

A zatem serio – nie walcz z nią, bo jesteście po tej samej stronie. Macie być teamem, który do mety dojedzie w niezłym stylu i bez większych uszkodzeń, które mogą ten team rozbić. Wychowujecie swoje dziecko razem i razem wygracie, jeżeli wychowacie je dobrze.

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie. 

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany! 

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.