Słowenia – Piran, Portoroż / Chorwacja – Novigrad – co polecam na wyjazd z dzieckiem

Niedawno wróciliśmy z prawie dwutygodniowego wyjazdu samochodem z siedmiomiesięcznym Stasiem. Przejechaliśmy ponad 2500km, potwierdziliśmy, że Staś nie ma choroby lokomocyjnej i tak, jak jego rodzice, uwielbia podróżować!

Nasza „baza” była w Piranie – niewielkiej, ale naprawdę rewelacyjnej miejscowości w Słowenii nad Adriatykiem. Razem z przylegającym do niego Portoroż tworzy hybrydę tradycji (Piran) i nowoczesności (Portoroż) dającą się skonsumować na wiele bardzo przyjemnych sposobów.

Komu polecamy wakacje w tamtym rejonie? Byliśmy tam dwa lata temu jako para, a teraz jako rodzina. W obydwu wariantach jest naprawdę świetnie! To nie jest zabawowe centrum wszechświata, a najlepsza pora na aktywność to dzień i wieczór. W samym Piranie nie ma chyba nawet klubu nocnego, w Portoroż jest ich kilka. Średnia wieku jest w Piranie dość wysoka, Maja śmiała się, że to trochę taki Ciechocinek, ale przyjeżdża tam też sporo rodzin, a w tym roku były nawet jakieś większe słoweńskie grupy a’la kolonijne. Turystów z Polski jest naprawdę niewielu, głównie Włosi, Słoweńcy i Czesi.

Inna sprawa, że zarówno w tym roku, jak i dwa lata temu (byliśmy wtedy na przełomie czerwca i lipca) turystów jest po prostu bardzo mało. Nie ma żadnego tłoku, kolejek, problemów z miejscami w restauracjach, szukaniem miejsca do zaparkowania… Warunki idealne do porządnego odpoczynku z dzieckiem!

Sporo zdjęć jest w poprzednim wpisie, a w tym chcę wrócić do miejsc, które odwiedziliśmy, a które nam się bardzo (lub jak w jednym wypadku – tylko trochę) spodobały.

GDZIE MIESZKALIŚMY?

W Piranie zatrzymaliśmy się w Amarru Apartments – apartamentach położonych na lekkim uboczu centrum Starego Miasta. Link prowadzi do Bookingu, bo tam jest najwięcej zdjęć, ale my rezerwowaliśmy na TRAVELIST (bardzo polecam!). To była nasza drugia wizyta w Piranie, więc wiedzieliśmy, gdzie rezerwujemy nocleg na tydzień, ale jeżeli to będzie wasz pierwszy raz, to musicie wiedzieć, że do Piranu nie ma wjazdu samochodem. Trzeba zostawić auto na jednym z parkingów przed wjazdem do miasta i te ostatnie 700-800 metrów przejść, albo przejechać kursującym co kilkanaście minut bezpłatnym busem. Koszt parkowania to 17 euro za dobę, albo 60 euro za tydzień. Dojście z centralnego placu w Piranie do apartamentu częściowo po nierównej kostce. W środku apartament (mieliśmy numer 2, na pierwszym piętrze) jest w pełni wyposażony, wrecz powyżej oczekiwań, łącznie z kosmetykami, talerzykiem na oliwki i proszkiem do prania ręcznego. Czystość przy zameldowaniu bez zarzutu. Apartament jest niewielki, my z siedmiomiesięcznym dzieckiem mieliśmy miejsca „akurat”. Łóżka wygodne, wszystko działało, właściciele mili, zameldowanie pestka, lokalizacja genialna – 80m na targ i do supermarketu, 120m do jednej z lepszych restauracji w mieście, 200m na plażę. Minusy – ostatniej nocy kanalizacja zaliczyła małą awarię, i w łazience zaczęło po prostu śmierdzieć. A do tego WiFi przez część wyjazdu działało tak sobie. Jak na fakt, że spaliśmy w całkowicie autentycznej, nieugłaskanej i bardzo ładnej części Starego Miasta plusy dodatnie zdecydowanie przewyższyły te ujemne.

CO JEDLIŚMY?

W Piranie większość restauracji prezentuje bardzo podobny poziom, zarówno cenowy, jak i pod względem jakości, czy też menu. Wszędzie są owoce morza przygotowywane w najprostszy możliwy sposób. I wszystko z reguły jest przepyszne. My, zarówno przy poprzednim, jak i tym pobycie, wpadaliśmy głównie do dwóch miejsc:

PIRAT

Nie napiszę nic bardziej odkrywczego, niż setki opinii na Tripie, ale nas Pirat urzeka niezmiennie trzema rzeczami: świetną obsługą, mega świeżymi owocami morza i winem domowym za grosze😃. Uważajcie na ogromne porcje😃. Wszystkie zdjęcia z Tripa odpowiadają oczywiście prawdzie, to jedzenie rzeczywiście wygląda tak rewelacyjne. Stoliki są ustawione tak, że bez kłopotu można wjechać wózkiem, większość przestrzeni jest bardzo otwarta, nikt nie patrzy krzywo na fakt, że wchodziliśmy tam ze Stasiem. Niestety, krzesełek dla dzieci nie ma😕.

FRITOLIN PRI CANTINI

Nasze ulubione miejsce w tym roku – byliśmy tam CODZIENNIE🙄. Restauracja jest położona na placu w środku Starego Miasta, stoliki tylko na zewnątrz, częściowa samoobsługa… Wyglada to tak:

Ceny trochę niższe, niż w Piranie, ale generalnie na tym samym poziomie. Za 10 euro można już w zasadzie przebierać w daniach, najlepsze są grillowanie kalmary i fantastyczny stek z tuńczyka. A do tego kieliszek wina domowego za 1.20 euro. Obsługa jest dość powolna, ale cały ten lokal jest tak niepretensjonalny, że czekanie 10 minut na piwo nawet nie wkurza. Sporo miejsca na wózek, kelnerki reagowały na Stasia niesamowicie pozytywnie. Brak krzesełek dla dzieci 😕 ale klimat rewelacyjny!

NOVIGRAD – VECCHIO MULINO

Restauracja, którą odwiedziliśmy będąc na jednodniowym wypadzie w Novigradzie w Chorwacji, około 20 minut jazdy na południe od granicy słoweńsko-chorwackiej, którą w całości przekroczyliśmy w około dwie minuty. Ma super recenzje na Tripie, jest bardzo ładna i w samym centrum, ale jeżeli chodzi o jedzenie (kuchnia włoska), to jest po prostu nijaka… Pizza wegetariańska była bez smaku, a „Cztery Sery” Mai była po prostu dobra. Plusy to przemiła obsługa i błyskawicznie pojawiające się samo z siebie krzesełko dla Stasia. Za dwie pizze, dwa desery, ice tea i piwo zapłaciliśmy 186 kun, czyli niewiele ponad 100 zł.

Wszystkim polecamy ten kawałek słoweńskiego wybrzeża, bo jest jeszcze nie „przekomercjalizowany” i bardzo autentyczny. Maja cieszyła się, że nikt nas nie zaczepia i nie próbuje naganiać do restauracji, sprzedać selfie-sticka, rozkładaną deskę do krojenia czy inne badziewie. Bez względu na to, czy z dzieckiem (rewelacyjna promenada nad brzegiem morza idealna do spacerów z wózkiem i mega przyjaźni tubylcy), czy bez (doskonałe owoce morza, uroczy klimat wąskich uliczek jak we włoskim miasteczku i wyjątkowo czyste morze) to super alternatywa dla drogich Włoch czy dalszej Chorwacji. Tylko piasku na plaży trochę nam brakowało… Ale znaleźliśmy go w Loipersdorf w drodze powrotnej – i właśnie o tym będzie następny wpis 🙂

Jeżeli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać, to polub mnie na Facebooku i obserwuj na Instagramie. 

Nie zapomnij udostępnić tego wpisu, a jeżeli na Twoim profilu wywiąże się ciekawa dyskusja pod postem z linkiem do bloga Tata Łukasz, to koniecznie prześlij mi screen na Instagramie – shoutout w Instastory gwarantowany! 

Praw­dzi­we szczęście? Móc się dzielić:
Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Print this page
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.